Alicja Janiak
BOGURODZICA
Jezus, umierając na krzyżu, wypowiedział słowa do swej Matki: „Niewiasto oto syn Twój…”, a do umiłowanego ucznia Jana: „Oto Matka twoja” (J 19, 26-27). W ten sposób ustanowił Maryję „Matką wszystkich uczniów”[1] – Matką o pięknym obliczu. Ona jako Miłosierna, nieustannie wstawia się za swoim ludem. Ona jest Matką wszystkich tych, którzy wierzą, ufają, zwierzają się Jej na całym świecie. W Polsce Jej kult jako Bogurodzicy i Królowej istnieje od początków państwowości.
Władysław I Herman, książę z dynastii Piastów, cudownie uleczony przez wstawiennictwo Maryi, ku Jej czci wystawił świątynię w Krakowie. Król Władysław Jagiełło dokończył tej budowy, zaś król Władysław IV ofiarował tej świątyni szczerozłotą figurkę Matki Boskiej, jako wotum za uzdrowienie z choroby. Król Zygmunt Stary ufundował przy katedrze wawelskiej kaplicę ku czci Najświętszej Maryi Panny. Król Bolesław Wstydliwy, na prośby swojej żony Kunegundy, wprowadził zwyczaj odprawiania w Adwencie Mszy świętych o Najświętszej Maryi Pannie, zwane powszechnie roratami. Król Zygmunt I i jego córka Anna wystarali się o specjalne pozwolenie, aby w kaplicy królewskiej na Wawelu roraty były odprawiane przez cały rok. Król Zygmunt August przez cały Adwent bywał każdego dnia na roratach i wspólnie z wiernymi śpiewał podczas tego nabożeństwa pobożne pieśni[2].
Na cześć Maryi został napisany w XIII wieku anonimowy utwór „Bogurodzica”, który stał się hymnem narodowym. Dlatego pod Grunwaldem rycerze ruszając do boju, śpiewali „Bogurodzicę”. To Ona przyniosła zwycięstwo nad krzyżakami. Podczas obrony Jasnej Góry w czasie szwedzkiego potopu pieśń ta stała się przejmującym hymnem, który obrońców podnosił na duchu. I tym razem zwycięstwo przypisano Maryi jako Matce Boga – Bogurodzicy i Matce ludzi.
Szacowny utwór „Bogurodzica” przedstawia Maryję jako osobę wyróżnioną przez Boga, a więc obdarzoną szczególnymi łaskami. Jest tam tez wyrażona dogmatyczna prawda o Niepokalanym Poczęciu Maryi. W pieśni „Bogurodzica” Maryja naznaczona jest wszelkimi przymiotami, które są wysławiane i pozostają nadzieją dla grzeszników, oczekujących na Jej wstawiennictwo[3].
Ona jest taka czysta, że ma zdolność miłowania każdego i pragnie się wstawiać za każdym, kto Ją prosi. Ona nikomu nie odmawia i Chrystus Jej nie odmawia, a wszystko po to, aby w serach ludzkich gościła Boża miłość.
Jakże znamiennie i wyjątkowo brzmią w tym kontekście słowa Wilhelma Hosenfelda, piszącego o Maryi. Był on niemieckim dowódcą, który pomimo tego w czasie II wojny światowej ratował Polaków i Żydów. Z rosyjskiej niewoli tak pisał do swojej córki Anemone, która wychodziła za mąż:
„Bobrujsk, 13 marca 1949.
Moja kochana Anemone!
W tym miesiącu obchodzimy święto wcielenia Syna Bożego w łonie Najświętszej Maryi Dziewicy. Tę głęboką tajemnicę może pojąć czysta dziewica. Jesteś panną młodą, myślisz dzień i noc o Twoim najukochańszym, a on o Tobie. Dlatego rozumiesz więź łączącą Boską Oblubienicę z Jej Ukochanym, Duchem Bożym. Tak, jak w wypukłej soczewce promienie słońca skupiają się w jednym punkcie, tak w czystym naczyniu Świętej Dziewicy rodzi się i koncentruje się Boska siła w Boskim Dzieciątku Jezusie Chrystusie. Niech po Twoim ślubie uszczęśliwia Cię cud wcielenia. Maryja doświadczyła cudu poczęcia, Boska miłość i Duch Boży połączyły się w łonie Maryi. Znała obecne w Jej czasach nadzieje na przyjście Mesjasza. W gorącej dziewczęcej tęsknocie pragnie Go zobaczyć, tak, jak w głębi Jej serca kiełkowało sekretne, ale pokorne pragnienie, aby dać życie Mesjaszowi. Pogrążona w modlitwie zatopiła się w tych myślach. Tak stał się cud”[4].
Tak! To cud stania się Matką Boga – Bogurodzicą, bo taka była wola Boża, która została przyjęta w przeczystym naczyniu Jej ludzkiego serca. I w takim właśnie Jej sercu ma miejsce każdy z nas, kto pragnie, aby Ona stała się jego duchową Matką, która wspiera i ocala ludzkie życie.
[1] J. Kudasiewicz, Matka Odkupiciela, Kielce 1991, s. 200.
[2] Kurier Galicyjski, https://kuriergalicyjski.com/kult-maryjny-w-historii-polski/
[3] Tamże.
[4] W. Hosenfeld, Staram się ratować każdego, red. E. C. Król, W. Lipscher, Warszawa 2007, s. 918.