Alicja Janiak
ŚWIĘTY BRAT ALBERT CHMIELOWSKI
Życie świętego brata Alberta Chmielowskiego, znanego w świecie jako Adam Chmielowski, pozostaje wciąż aktualną drogą miłości do Boga i drugiego człowieka.
Urodził się w 20 sierpnia 1845 roku w Igołomi koło Krakowa. Jako student uczestniczył w powstaniu styczniowym, podczas którego stracił nogę. Gdy powstanie wygasło, podjął studia malarskie najpierw w Paryżu, a potem w Polsce. Później naukę kontynuował w Gandawie i w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Tworzył obrazy realistyczne o tematyce przyrodniczej i życia społecznego obserwowanego w najbliższym swoim otoczeniu. Później malował obrazy o tematyce religijnej. Niektóre najbardziej znane jego obrazy to: Kudryńce, Wyjazd na polowanie, Przejażdżka, Powrót z przejażdżki (przedstawiający Stanisława, brata Adama, na koniu), Jar podolski w jesieni, Wioska wieczorem, Wioska na wzgórzu[1]. Ostatnią jego świecką pracą był portret Ludwiki Siemieńskiej, pt. Dziewczynka[2].
Wśród obrazów religijnych namalował między innymi: Matkę Bożą z Dzieciątkiem, Niepokalaną, Świętą Jadwigę,Świętego Franciszka i Roraty, zwane Poranną modlitwą[3]. Jednak najbardziej znany jego obraz to słynne Ecce Homo.
W wieku 40 lat nastąpił radykalny zwrot w jego życiu. Pozostawił malarstwo, wielką karierę artystyczną i skierował swoje zaangażowanie życiowe ku Bogu. Punktami zwrotnymi były głęboka depresja, pobyt w szpitalu psychiatrycznym oraz mistyczne doświadczenie Bożego miłosierdzia. Przeżył najprawdopodobniej doświadczenie, które współcześnie określa się mianem dezintegracji pozytywnej. Oznacza ona przejście całą istotą osoby ludzkiej na wyższy poziom w systemie wartości i wybór większych ważniejszych duchowo-moralnych. Przeżyty kryzys i przemiana u Alberta Chmielowskiego miały charakter integralny, dotyczyły całej jego osoby, a więc i sfery duchowej[4]. Nastąpiła zmiana systemu wartości życiowych na rzecz absolutnych, najwyższych.
W 1884 roku wrócił do Krakowa, a w 1888 zdecydował się na całkowite oddanie się Bogu. Przywdział brązowy habit, stając się założycielem zgromadzeń albertyńskich. Dla niego Chrystus stał się Bogiem bliskim i bezwarunkowo kochającym, pełnym nieskończonej miłości i miłosierdzia. Do końca życia spotykał Go zarówno w sobie, we własnym cierpieniu, jak i w bólu tych, którym pomagał[5].
Był wstrząśnięty, gdy zobaczył duchową nędzę ludzi w schronisku dla najuboższych w Krakowie. Wówczas usłyszał w swoim sercu słowa: „Trzeba duszę dać”. W tych nędzarzach pozbawionych człowieczeństwa rozpoznał Chrystusa ubogiego, poranionego, obnażonego, wzgardzonego, wyśmianego i opuszczonego[6]. Wpatrzony w Chrystusowy krzyż odpowiedział: „Oto ja. Pójdę, gdzie zechcesz, zrobię, co każesz”[7].
Wiedział, że nie wystarczy być okazjonalnym dobroczyńcą czy nawet stałym kwestarzem. Zrozumiał, że ubodzy i wzgardzeni potrzebują czegoś więcej, niż tylko chleba. Potrzebują kogoś, kto by ich podniósł, kto by w nich zobaczył człowieka i ich pokochał[8].
Jego podejście do ludzi, którzy zapomnieli lub nie wierzyli, że Bóg jest miłością i miłosierdziem, było dojrzałe na płaszczyźnie wychowawczego oddziaływania. Tworząc dla nich miejsca opieki, troszczył się równocześnie o formację duchową i pracę na ich charakterem. Chodziło mu o to, żeby zobaczyli swoje człowieczeństwo w wymiarze ewangelicznym. Działalność Brata Alberta szła więc w kilku kierunkach: eliminował żebractwo, zakładając domy opieki społecznej i przystosowywał ludzi do wykonywania pracy zawodowej.
Nie odtrącał nikogo. W każdym widział Chrystusa. Nawet tam, gdzie zdawało się, że już nic Bożego nie ma w człowieku, potrafił coś jeszcze dobrego znaleźć, wykrzesać jakąś Bożą iskrę w duszy ludzkiej. Dźwigał z upadku tych, którzy najbardziej upadli, uczynił ich swoimi przyjaciółmi, swoimi towarzyszami, swoimi braćmi. Troska o nich, o Jezusa obecnego w nich, o ocalenie ludzkiego podobieństwa na obraz Boży, nadawała sens jego życiu[9].
Jego dewizą była znana współcześnie myśl: „Powinno się być dobrym jak chleb”. Miłość w swoim zaangażowaniu definiował jako bezinteresowny dar z siebie, jednoczący wiarę z działaniem. U niego przybrała ona postać czynnego działania w konkretnych postawach bezwarunkowej akceptacji, życzliwości do każdego.
W swoich notatkach pisał: „Patrzę na Jezusa w Eucharystii: czyż Jego miłość mogłaby obmyślić jeszcze coś piękniejszego? Skoro jest chlebem, to i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On. Dawajmy siebie samych […]”[10].
„Im więcej kto opuszczony, z tym większą miłością służyć mu trzeba, bo samego Pana Jezusa zbolałego w osobie tego ubogiego ratujemy”[11].
„Bez miłości grosz jest szorstki, strawa podana niesmaczna, opieka najlepsza niemiła”[12].
Święty Brat Albert zmarł w opinii świętości 25 grudnia 1916 roku, w dzień Bożego Narodzenia. Został beatyfikowany 22 czerwca 1983 roku, a 12 listopada 1989 roku św. Jan Paweł II ogłosił go świętym.
Święty Bracie Albercie módl się za nami!
[1] Ks. Z. Kliś, Adam Chmielowski – Święty brat Albert, „Folia Historica Cracoviensia” 15-16(2009-2010), s. 46.
[2] Tamże, s. 48.
[3] tamże.
[4] https://wychowawca.pl/post/kryzys-depresja-i-rozwoj-w-zyciu-sw-brata-alberta/ [28 V 2026].
[5] Tamże
[6] https://trwajciewmilosci.pl/szalenstwo-brata-alberta/ [28 V 2026]
[7] Tamże.
[8] Tamże.
[9] Tamże.
[10] Tamże.
[11] https://www.katolicki.net/index.php/droga-do-boga/droga-do-boga-mysli-sw-brat-albert.htlm [27 V 2026].
[12] https://www.bratalbert.com.pl/sw-brat-albert-53/mysli-57 [28 V 2026].
Fotografia przedstawia obraz namalowany przez Leona Wyczółkowskiego, przyjaciela brata Alberta (zbiory własne).
