Józef Andrzej Szczepański ps. „Ziutek” – zapomniany dziś harcerz, kapral podchorąży Wojska Polskiego, kawaler Virtuti Militari, poeta – urodził się 30 listopada 1922 r. w Warszawie.
W roku 1939 zdał małą maturę w warszawskim Gimnazjum im. Władysława IV. W czasie okupacji kontynuował naukę na tajnych kompletach tegoż gimnazjum. Od razu też włączył się w działalność konspiracyjną i złożył przysięgę żołnierza AK. W kwietniu 1944 ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty Agricola.
12 kwietnia 1944 r. w czasie najścia gestapo na jego mieszkanie ostrzeliwał się i zdołał uciec, skacząc z pierwszego piętra.
„Ziutek” jako wyborowy żołnierz został wybrany do udziału w zamachu na generała policji w Krakowie Wilhelma Koppego– 11 lipca 1944 r. Zamach nie udał się. (zginął tylko adiutant generała).
Idąc do Powstania Warszawskiego pożegnał się z matką wzruszającym wierszem:
„Dziś idę walczyć – Mamo,
Może nie wrócę więcej,
Może mi przyjdzie polec tak samo,
Jak tyle, tyle tysięcy
Poległo polskich żołnierzy
Za wolność naszą i sprawę.
Ja w Polskę, Mamo, tak strasznie wierzę,
I w świętość naszej sprawy. (…)”
W Powstaniu Warszawskim, jako dowódca drużyny w stopniu kaprala podchorążego, „Ziutek” walczył na Woli i na Starym Mieście w batalionie „Parasol”. Był to oddział specjalny Kedywu Komendy Głównej AK utworzony rok wcześniej z żołnierzy Grup Szturmowych Szarych Szeregów. „Parasol” stracił w walkach ok. 90 % swoich żołnierzy i przeszedł do legendy. Przyczynił się do tego także „Ziutek” – raz przez brawurowe czyny bojowe (dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych), po wtóre jako poeta i autor tekstów piosenek powstańczych, zwłaszcza tej, zaczynającej się od słów:
„Pałacyk Michla, Żytnia, Wola
Bronią jej chłopcy od „Parasola”
Choć na „tygrysy” mają visy
To warszawiacy, fajne chłopaki są”.
1 września 1944 r. podczas osłaniania przez swój batalion odwrotu żołnierzy z okolic Pałacu Krasińskich został ciężko ranny. Zmarł 10 września 1944 r. w powstańczym szpitalu na Marszałkowskiej w wieku zaledwie 21 lat.
Pod koniec sierpnia, gdy sowieccy żołnierze stali na przedpolach Warszawy, czekając na upadek powstania, „Ziutek” napisał swój najsłynniejszy wiersz „Czerwona zaraza”, który zdumiewa dojrzałością i świadomością tragedii, jaka czeka Polaków w przededniu „wyzwolenia”. Oto bowiem czekamy „czerwonej zarazy”, która ma nas wybawić od „czarnej śmierci”:
„Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
Byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
Byś nam kraj przedtem rozdarwszy na ćwierci,
Była zbawieniem witanym z odrazą. (…)
Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
Nowa się Polska – zwycięska – narodzi
I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić,
Czerwony władco rozbestwionej siły”.
Wiersz powstał na trzy dni przed śmiertelnym zranieniem „Ziutka”. Słowa te można traktować jak testament i proroctwo młodego, wrażliwego, kochającego Ojczyznę człowieka. W PRL ten wiersz nie mógł być, oczywiście, wydrukowany. Zachował się jednak w pamięci ludzi, którzy znali autora.
Pamiętajmy o tym 21-letnim żołnierzu i poecie, który ucieleśniał najpiękniejsze harcerskie i żołnierskie cnoty pokolenia młodych Polaków czasu wojny.
Był jednym z tych „brylantów”, którymi strzelaliśmy do wroga – myślę tu o Kamilu Baczyńskim, Tadeuszu Gajcym, Krystynie Krahelskiej, Janie Romockim i tylu innych.
