Choć żył jedynie trzydzieści lat, na stałe przeszedł do historii literatury polskiej jako autor pięknych wierszy patriotycznych, które zagrzewały Polaków do walki z zaborcą w czasach niewoli narodowej. Co istotne, słowo pisane przekuwał w czyn, walcząc za Ojczyznę i oddając za nią życie w Powstaniu Styczniowym 1863 roku.
Mieczysław Romanowski urodził się 12 kwietnia 1833 roku w Żukowie na Pokuciu. Rodzice kładli nacisk na wychowanie religijne i patriotyczne syna, uczyli go kochać Boga i Ojczyznę.
Studiując prawo na uniwersytecie lwowskim żywo interesował się historią Polski. Tworzył w tym czasie wiele wierszy przesiąkniętych miłością do Ojczyzny i smutkiem za utraconą wolnością.
Wiersze Mieczysława Romanowskiego podtrzymywały ducha narodowego, przypominały o tym, czym jest i czym powinna być Ojczyzna dla każdego Polaka.
W wierszu pt. „Do modlącej się Polski” poeta woła:
„O, módl się Polsko – dziś ci jeszcze pora
Czerpać otuchę w modlitwie i pieniu!
Miłą jest niebu piersi twej pokora
I ból w twym słowie, i łza w twym spojrzeniu.
W cichości jeszcze Pan twych modłów słucha –
O, módl się Polsko, i pokrzepiaj ducha.”
(…)
Módl się – lecz powstań na świtaniu zdrowa,
Wyniosła pracą ponad zwątpień bole.
Sumienia twego Polsko, tarcz stalowa
Światu niech bożą odzwierciedli wolę.
Tak wyjdź przed domy, i stań po twej męce
Wsparta na pługu, z szablą w prawej ręce.”
Od 1862 roku Romanowski zaangażowany był w działalność konspiracyjną. Przeczuwał już wtedy, że nieuchronnie zbliża się chwila, w której Naród Polski chwyci za oręż i rozpocznie walkę z Moskalami. Słychać to w wierszu pt. „Hymn Polski”:
„Ojczyźnie naszej,
Polsce bądźmy wierni
Pokąd tchu w łonie.
Stójmy wytrwali,
gdy wieńce nam z cierni
kładą na skronie.
Nieszczęścia i klęski
niech miłość połamie,
Czy dźwiga nas dola,
czy chytrze nam skłamie,
Ojczyźnie tej życie,
krew naszą i ramię
I chwała w zgonie.
Tu nam w kolebce
Bóg dał światło dzienne,
Tu żywot w znoju,
Konając, głowy tu pochylim senne
W chatach lub w boju.
Tu bracia mrą nasi od ciosów tyrana,
I świadczą,
że ta nam od Boga wybrana
Ojczyzna I – ta Polska
codziennie kąpana
w łez i krwi zdroju.
Tui groby ojców sława opromienia;
Tu śpią ich kości.
Tu nam się dobić po dniach utrapienia
Świętej wolności.
Tu przetrwać nam klęski i
szarpać kajdany –
Tu rodzą nas Sawy, Pułascy, Reytany
I „hetman w sukmanie”,
co kochał sukmany,
Tu żyć w miłości.
O! Święta, patrzaj:
w twoją krew czerwoną
Maczamy dłonie,
Pokąd ty w grobie, potąd żadne łono
Szczęściem nie spłonie.
Niech ostrzy wróg miecze,
niech w ludach duch stygnie,
Synowska dłoń ciebie
z przepaści podźwignie,
I będzie Bóg poczczon,
a szatan się wzdrygnie
I car w koronie.
Stójmyż gotowi, jak straż czuwająca,
Bo nikt nie powie,
W który dzień trąba
zawezwie nas grzmiąca
Matce nieść zdrowie.
A wonczas jak piorun, co kruszy i pali,
W bój lećmy zwyciężać z nadzieją ze stali,
Lub gińmy szlachetni, jak ojce konali
– Polski synowie.”
Gdy wybuchło Powstanie Styczniowe poeta dołączył do oddziału powstańczego pod dowództwem Marcina Borelowskiego „Lelewela”, który działał głównie na terenie powiatu biłgorajskiego. 17 kwietnia Mieczysław Romanowski cieszył się ze zwycięstwa nad przeważającymi siłami wroga pod Łukowem. Tydzień później, 24 kwietnia, liczący 260 powstańców, oddział „Lelewela” walczył pod Józefowem z kilkutysięcznym wojskiem Moskali. Pod uderzeniem kul moskiewskich powstańcy bitwę przegrali. Wśród poległych znalazł się także Mieczysław Romanowski, który padł ugodzony kulą w czoło. Nie udało się ustalić, gdzie został pochowany. Zgodnie z tradycją jego grób znajduje się na cmentarzu w Józefowie.
Przeczytajmy jeszcze na zakończenie jeden z jego najpiękniejszych wierszy, mówiących o umiłowaniu Ojczyzny, dla której warto poświęcić własne życie. W wierszu „Dziaduś” pisze:
„Kibitki stają przed dworem,
we dworze światła goreją,
Tam stary dziaduś wieczorem
dzieciom i wnukom koleją
O bojach za Polskę prawi
i przyszłość ich błogosławi.
„Służcie Ojczyźnie”! – tak woła
– zgubion, kto Polsce nie służy.
Ani przy śmierci anioła,
ni ciszy serca wśród burzy
Nie będzie dusza mieć taka,
hańbiąca imię Polaka.
„Upadlim, ale powstaniem!
Nikczemni tylko znikają;
Pan bliski ze zmiłowaniem,
gdy serca w dzielność wzrastają,
Służcie Ojczyźnie wytrwale…”
Wtem we drzwiach stają Moskale.
Przelękła wnucząt gromada
do dziadka ciśnie się drżąca,
Do nóg mu z płaczem upada,
w oczy się patrzy milcząca…
Jęknąć słóweczka się boi,
Moskale stoją, dziad stoi.
„Matieżnik! – sprawnik doń rzecze
– na ciebie Sybir jest prawie,
Tyś krzyż postawił człowiecze
za postrzelonych w Warszawie!
Ty kochasz plemię to wraże,
car w Sybir odwieźć cię każe!”
I skinął, by mu okuli łańcuchem
ręce i nogi…
Dziatwa do dziadka się tuli
mimo żołdaków batogi,
„O dziadku”! – woła ze łzami
– obroń się, pozostań z nami.
„Bóg z wami! – dziaduś odpowie
– służcie Ojczyźnie wytrwale!
Ja na sybirskim pustkowiu
gdzieś moje kości powalę,
Lecz duch mój będzie
nad wami w niebiosach
między gwiazdami”.
