Rozdział 2
MIŁOŚĆ MARYI KRÓLOWEJ
(Alicja Janiak)
Tato wszedł do kuchni i zobaczył, jak Staś co chwila spogląda w okno. Widać było przez nie iglaki rosnące w ogrodzie.
– Tato, spójrz! – zawołał chłopiec i wskazał palcem na ogród. Tata podszedł, położył swą dłoń na ramieniu chłopca. Zauważył, jak na jednym z jałowców była wiewiórka. Co jakiś czas chowała się pod gałęziami, po czym znów się pojawiała, ruchliwa i bardzo czymś zajęta, potrząsająca swoim rudym puszystym ogonkiem. W tym właśnie momencie słońce umieściło kilka swoich promyków na wierzchołku jałowca. Zrobiło się przyjemnie i radośnie.
Uśmiechnęli się obaj do tego teatru przyrody za oknem.
– Ale jest tutaj ładnie! – z zachwytem w głosie powiedział chłopiec. Tato przytaknął. Mama zaś kończyła przygotowywać niedzielne śniadanie. Dla Stasia zrobiła pyszne mussli. Usiedli do stołu. Chłopiec jadł, ale wydawało się jakby był nieobecny, jakby się nad czymś zastanawiał…Coś go nurtowało. Po chwili odezwał się do taty:
– Tatusiu, powiedziałeś, że Maryja Królowa kocha Ciebie i każdego człowieka. Ale jak można się dowiedzieć, że Ona kocha?… No wiem, mówiłeś, że Ty o tym wiesz, że Ciebie kocha, że Ci pomaga… Ale w jaki sposób o tym wiesz ?…
Tato, trochę zaskoczony pytaniem i dociekliwością Stasia po chwili odpowiedział:
– Pytasz o coś, co jest tak bardzo oczywiste, a zarazem trudne do wytłumaczenia… Ale razem z mamą spróbujemy ci wyjaśnić. I tato, uśmiechając się, spojrzał w kierunku mamy.
Chłopiec popatrzył na rodziców i zaczął słuchać.
– Matki Bożej nie widzimy fizycznie tak, jak innych ludzi tu na ziemi. Dlatego ważne jest, aby uwierzyć w tę prawdę o Jej miłości do nas.
– To znaczy, że potrzebna jest wiara, tak?…
– Tak.
– A gdy ona już jest? To jak to czuć, że Maryja mnie kocha? Nie mogę przecież Jej dotknąć tak jak Ciebie i mamy…
– Widzisz Stasiu, bez wiary i modlitwy do Pana Boga i do Niej nie będziesz wiedział o tej miłości nic a nic. Bo tu nie chodzi o takie uczucie, o którym myślisz…, że można dotknąć, przytulić się tak, jak na wyciągnięcie ręki do mamy czy do mnie. To coś zupełnie innego… Jakby całym sobą wiesz, że Ona jest przy Tobie…
– To takie przeświadczenie – dopowiedziała mama. I chwilę zastanawiała się, jakich słów użyć, aby lepiej to wyjaśnić. Więc dodała:
– …to coś, jak przekonanie tam w sercu, w środku Ciebie…
– …czasem mówi się na to intuicja – powiedział tato.
Zapadła chwila ciszy, która jak dobry zwiastun przynosi trafność dziecięcego myślenia. Staś zawołał z przejęcia:
– …To coś takiego jak pewność? …jak jasność, że coś się dobrego zrobiło?
– Stasiu! Wspaniale to nazwałeś! Jasność! Właśnie: Jasność!
Po chwili zapytał chłopca:
– Ale skąd wiesz o tym, że coś dobrego zrobiłeś?
– No bo mi tam w sercu mówi jakiś głos. Tak samo gdy zrobię coś niedobrego, to nie dość, że mama się denerwuje, albo Ty, to jeszcze w sercu – tam w środku siebie wiem, że zrobiłem coś źle…
Mama i tata ze zdumieniem popatrzyli na siebie, a potem na chłopca. Tato dodał:
– Ten głos, te myśli, to coś takiego najgłębszego w człowieku. I on daje sygnały, które są dobre, bo pomagają zrozumieć, czy coś zrobiło się dobrego czy złego. I właśnie w tym miejscu pojawia się ta jasność. Ona dotyczy nie tylko tego, czy człowiek zachowuje się dobrze czy niewłaściwie, ale też i miłości.
– Miłości? – z pewnym zdziwieniem zapytał Staś.
– Tak! Jestem o tym przekonany, bo widzisz, jestem trochę starszy od Ciebie i trochę więcej może wiem, rozumiem – uśmiechnął się do syna, mrugając wesoło okiem do mamy.
– No tak… – odpowiedział Staś – Jesteś starszy ode mnie, bo większy i wyższy. Wszyscy się roześmiali.
– I ta jasność dotyczy też miłości Matki Bożej do nas. Ale możesz mieć ją w sobie, jeśli będziesz miał z Maryją kontakt, więź. Tak jak my rozmawiamy ze sobą, tak potrzeba żeby rozmawiać z Nią – powiedziała mama.
– Ale w jaki sposób z Nią rozmawiać? – padło pytanie zaintrygowanego Stasia.
– Przez modlitwę…! – odpowiedziała mama. – Z Bogiem i z Maryją rozmawiamy jak z najlepszymi przyjaciółmi na świecie. I to nazywamy modlitwą.
– To tak, jak w różańcu? – Staś chciał się upewnić.
– Tak! Ale można też własnymi słowami, które płyną od serca, prosto, zwyczajnie – dodała mama.
Staś zamyślił się i zapatrzył okno. A po dłuższej chwili powiedział:
– Tak myślę i myślę cały czas o tej miłości… I przychodzi mi myśl, że miłości Matki Bożej nie można czuć tak, jak czuję ją od was, ale… to jest jak ta jasność…
Mama, przytakując, dodała:
– No tak! Chyba tak! Bo jeśli rozmawiasz z Maryją, to jesteś blisko Niej i Ona jest z Tobą. Tutaj ta jasność przychodzi, gdy jest Twoja wiara i myśl zarazem, czyli rozum. Bo to się nie dzieje poza Tobą, tylko w Tobie… Czy dobrze myślę Stasiu? – zapytała.
Chłopiec jakby od niechcenia pokiwał głową i wydawało się, że już nurtuje go jakaś inna myśl.
– Wiara i rozum są razem, jakby wewnętrzny regulator więzi człowieka z Panem Bogiem i Maryją. Tak myślę – powiedział tato. Po czym zapadła dłuższa chwila milczenia. No bo jakże o tym wszystkim mówić bez namysłu i refleksji? To przecież takie ważne!
Nagle Staś odwrócił swoje oczy od okna i popatrzył na rodziców bardzo poważnym wzrokiem. Powiedział z entuzjazmem:
– Mamusiu, już wiem…! Już wiem!… to jak sygnalizacja we mnie!
– Sygnalizacja?! – niemal równocześnie zawołali rodzice – Jaka…?
– Nooo, sygnalizacja jasności – stwierdził chłopiec. – No bo dla aut zapala się na skrzyżowaniu czerwone, pomarańczowe lub zielone światło, tak samo dla ludzi i dla mnie też potrzeba, żeby zapalały się odpowiednie światła, ale takie jasne, wyraźne…
– A co się może składać na to jasne światło, jak słońce? – zapytał tato delikatnie żartując.
– Wiara i coś jeszcze, ale zapomniałam… – dopowiedziała mama, śmiejąc się do wszystkich.
– I myślenie! Czyli rozum oczywiście! – zawołał tryumfalnie Staś.